nikołaj pawłowicz lernakow
wiersze


Zakonnik

Jest coś w osobie zakonnika,
Co zmysły kobiet przenika.
W nabożnej minie, czy w habicie -
Ludzie szukają rozmaicie.
Ja widzę zaś sukces bez krańca
W micie wygłodniałego samca.

16 maja 1998 roku.
 
 
Bezrobocie

Jutro minie miesiąc jak jestem bezrobotny,
Ale jakoś u mnie nic się chyba nie zmieniło.
Ciągle nie mam czasu, śpię, jem, gadam, imprezuję.
Żeby poczuć głębię nędzy chciałem mieszkać na Centralnym,
Ksiądz Bogusław mnie odesłał za "kręgosłup niemoralny".
Mieszkam dalej w Marriotcie, na wiadomym piętrze,
Po krwi nie ma ani śladu, ale ciągle pachnie śmiercią,
W nocy czasem mam duszności, wtedy idę na spacer,
Dziwni ludzie na ulicach, chyba mnie nie lubią,
Ale spoko, ja ich też, nikt nikogo nie zaczepia.
W torbie piła mechaniczna, zawsze mogę się obronić,
"Chcesz mnie skroić skurwysynu? Chcesz mnie? Chcesz mnie?" Nie chciał.
Teraz nikt już mnie nie chce.

To się kupy nie trzyma, to nie o mnie.
Nie wiem czemu tak się wiersz ten pisze.
Nie ma rymów (jest jeden), nie ma rytmu (jest wiele).
Koniec, bo nic się już nie da napisać.

14 maja 1998 roku.
 
  Wiosenne pisanie

Wiosna przychodzi nadzwyczaj dziarsko
I budzi w ludziach pasję pisarską.
U jednych pasję, u innych manię,
Ci piszą mądre, a tamci tanie,
Wszyscy jednakże swe wiersze płodzą.
I tylko kogo one obchodzą?

16 maja 1998 roku.
 
 
Helmut

Odbywały się na trawce
Pozytywne (sic!) wibracje
Cud młodzieży mołojeckiej
A skończyło się to dzieckiem.

Matką była cud dziewczyna
Anioł, tęcza jak malina
Straciła cnotę gdy miała roczek
Bo nieopatrznie usiadła na smoczek.

Urodził się w marcu, na wiosnę.
Nauczył się mówić "ja rosnę",
"Mama", "tata" i "kaka"
I udawać chciał ptaka.

Ale że był maleńki
Wciąż trawiły go lęki:
Wysokości, przed dentystą,
W końcu Helmut z domu prysnął .

Chadzał po łąkach, podglądał baby,
A dnia pewnego capnęły go draby.
Krzyczał i wołał "Pro publico bono"
Tak dnia pewnego pozostał HOMO

Odwiedzał Dni Dumy i Europride`y
Raz do gazety wysłał swe slajdy.
Tak został gwiazdą na świecie znaną
Kawior na grzance jadał co rano.

Skończyły się bajki i krotochwile
Przeszły dni chwały w pocie i pyle.
Świadomość byle byt zaspokaja
Kawior to przecie są rybie jaja.

Frustracja, lekarz: "Bierz różne leki,
Zamiast na zdjęcia chodź do apteki.
Siwiejesz, stary, łysiejesz, stary,
Takie efekty są Bożej Kary."

Nie słuchał jednak on pigularza
Drażnienie Pana często się zdarza.
Bóg miłościwy, lecz może wiele
Heretyk dostał parchów na ciele.

Utracił fanów, utracił kasę 
Zamieszkać w małej chatce pod lasem.
Z erotomana i sybaryty
Zmienił się w istny wzór eremity.

Na domiar złego u apostaty
Dały się dostrzec felery prostaty.
Zrobił się prawy, lecz kawał cynika
Olewa wszystkich oprócz nocnika.

Przy pełnopłatnych onkologicznych
Zabrakło forsy na szpital kliniczny
Umarł w swej chatce, gdzie słodkie maliny
Grzybki, dziczyzna i woń uryny.

Epitafium I:
Umarł jak żył, nie ma ajdusa
Syfilityka z pod znaku fallusa
Lecz kiedy Monument miniesz o Pani
Westchnij ku Muzom: "Chłop był z jajami!"

Epitafium II:
"Leży pod głazem wygasła gwiazda,
Niewinne piskle wypadłe z gniazda.
Uwielbia jabłka, nie znosi piwa"
Tyle kamieniarz. matka zbyt chciwa.
 
 
Drugi wierszyk na temat

Nerwowo
Krew bije
Pulsuje
Jeszcze słowo
Jeszcze z ust czar spiję
Ucałuję
I dalej
We dwoje
W tym spazmie
Zaszalej
Ukoję
Twe łzy po orgazmie
 
 
Erotyk filozoficzny

W tym wierszu uważać muszę,
By wchodząc na grunt erotyki
Nie złamać granic, bo tuszę,
Że w nich sens jest całej etyki.

Nie w czynie moralnie paskudnym,
Czy życiu zwyczajnie grzesznym,
Lecz w granic łamaniu ułudnym
Gdzie zło-dobro jak mżawka i deszczyk.

Jak nierozłączne już ciało,
Liść z drzewem, czy z talerzem zupa...
... po granicach dość na erotykę zostało,
By napisać króciutko DUPA.
 
 
Granat

Granat
Koło mnie
Upadł
Mam pięć sekund
Na ucieczkę
Więc nie będę tu pisał głupot.
 
 
Kolana

Kiedy bylaś moją przyjaciółką,
Przyjaciółko,
Zachwycałem się twoimi kolanami
W kółko.
Że - choć ostre - mają tyle uroku
Uroku...
Dziś po latach, kiedy budzę się kłują
Mnie w boku.
 
 
Nie próbuj na pewno

Spotkań chwile ulotne
Czasem przerwana rozmowa
Pieszczoty... mmm - wielokrotne
I więcej. I jeszcze. Od nowa.

Włosy wplątane w pocałunek
Kropla potu muśnięta wargami
Słodka szminka - bardzo smaczny gatunek
Parę wierszy - tandetnych i tanich.
Tak do końca nie poznasz mnie nigdy
Lepiej nie chcij. Nie próbuj na pewno
Bo przekreślisz urok tych dni gdy
Okłamałem kalendarz, królewno.
 
 
Stokrotka

Dla ilości pocałunków
Wymienianych z tobą słodko
Po dokładnym ich rachunku
Chyba nazwę cię Stokrotką.
 
 

Wiersze
W "F."
To spadanie
Do dna.
 
 
Dziewięć do jeden

Jest poniedziałek. Pierwszy kwietnia.
Pogoda - nieodpowiednia.
Ni to zima, ni wiosna
Ty tylko radosna.
Wiersz krótki - po co?
Za to nocą
Coś świeci
Leci-
MY!
 
 
Jak mi ciepło

Jest upał, jest duszno, jest źle
Ni myśleć się nie chce ni nic
Słoneczko promienie nam śle
Zajączki kicają kic kic.

Niedobrze, niedobrze, niedobrze
Bez sensu coś piszę i składu
Żeremie już wznoszą się bobrze
W powietrzu tysiące owadów

Co zwrotkę się rzecia i czwarta
Linijka odzywa retyńsko
Posyłam ten wierszyk do czarta
A sam się posyłam na wińsko.
 
 
Mała lekcja gramatyki

Kto? - Bartek Co?
- Kocha
Kogo? - Ankę
Czego? - Nie da się opisać
Komu? - Nikomu
Czemu? - Bo kocha bardzo
Kogo? - Ankę
Co? - No kocha
Kim? - Całym sobą
Czym? - Sercem. I śni
O kim? - O Ance
O czym? - O miłości
O! - Anko!
 
 
Rap-Anka

Kocham Ankę
Jak śmietankę
Bardzo szczerze
Aż nie wierzę
W tym wyznaniu
Słodka Aniu
(Keczup śliczny
Erotyczny)
Chcę powiedzieć
Że usiedzieć
Się nie daje
Zaraz wstaję
I ku tobie
Się sposobię
Jechać muszę
Autobusem
Cię zobaczyć
Czy też raczysz
Spotkać ze mną
Się na pewno
Ja rapuję
I rymuję
Bardzo kiepsko
Ale łebsko
Bo cię kocham
Kocham kocham
Kończę gadać
Pora spadać.
 
 
Skoro sama erotyków

nie piszesz... Drżenie
Pod dotknięciem dłoni
Ciało
Którego nic nie chroni

Muśnięcie
I rozkosznego dreszczu smakowanie
Usta
Całowanie, całowanie, całowanie

Szept
I bez słów już rozumiem
Setki
Twego ciała zaskoczeń i zdumień

Uścisk
Twardomiękka, płonąca, żywa
Krzyk.
I cisza i wszystko odpływa.
 
 
Z Mickiewicza

Podówczas Stolnik złapał przypiętą tasiemką
Trąbkę z koziej dupy, chromowaną, pogiętą.
 
 

 
strona główna | po herbacie